Tak się nieraz zastanawiałem, jakby to było dobrze, gdyby interesanci przychodzili do urzędów przygotowani… Mówiąc przygotowani, mam na myśli to, żeby dobrze wiedzieli zarówno w jakiej sprawie przychodzą do danej jednostki, jak również to, by wiedzieli, do kogo udać się po poradę. Często jednak bywa zupełnie inaczej.
Zdarza mi się ostatnio dość często odwiedzać sekretariat mojego rodzinnego urzędu miasta i bywam niekiedy świadkiem dość zabawnych sytuacji. Dla wyjaśnienia: Urząd to trzypiętrowy budynek, w którym dawniej znajdowała się bardzo znana firma. Może nie uwierzycie w to, ale jeszcze po 10 latach od wprowadzenia się do tego budynku zdarzają się interesanci, którzy przekonani są, iż nadal tamta firma tam funkcjonuje. Nie zauważają ogromnego napisu Urząd Miasta, nie rozpoznają mijanych po drodze urzędników, po czym wchodzą na sekretariat i chcą zamówić na przykład wózki widłowe. Wierzcie mi, że czasami bardzo śmiesznie to wszystko wygląda.
Nie lepiej jest jednak z tymi, którzy wiedzą, że przyszli do urzędu. Nie wiedzą jednak po co i do kogo. Błąkają się oni po korytarzach, wystoją się w kolejkach lub wypytują każdego o drogę. Może gdyby nie było olbrzymiej tablicy informacyjnej, zamieszczonej zaraz przy wejściu do urzędu, nie byłoby to takie frustrujące. Lecz wierzcie mi Państwo, paru takich interesantów dziennie i człowiek traci wiarę w ludzi.
Zrozumcie nas- urzędników. To co dla Was jest obowiązkiem- dla nas jest pracą. My staramy się do niej przygotowywać i podchodzić w jak najbardziej profesjonalny sposób- Wy też dajcie coś z siebie i nie traćcie naszego czasu, jeśli go nie potrzebujecie.
Zostaw odpowiedź